S.O.S. (gdy już jest do kitu, ale nie chcesz, żeby było gorzej)

Plik pdf. (skrócona wersja wpisu do pobrania i wydrukowania) znajduje się tutaj: S.O.S (gdy już jest do kitu, ale nie chcesz, żeby było gorzej) – przed, w trakcie i po napadzie.

Znowu się stało? Znowu trafił się napad i zaliczyłaś (łeś) napad obżarstwa? A może właśnie zwymiotowałeś albo się przeczyściłeś – boli brzuch, gardło, głowa, ręce się trzęsą i w ogóle świat się wali? Wszyscy wiemy, jak bulimia wyłącza nam myślenie podczas napadu. Gdy się mu poddamy. Czasami jednak budzimy się w trakcie napadu i mamy najtrudniejszą decyzję do podjęcia – „iść na całość”, czy nie dać się temu cholerstwu?

original

JESZCZE SIĘ NIE OBJADŁEŚ, ALE OCKNĄŁEŚ SIĘ W ŚRODKU NAPADU

Lodówka otwarta, ręce się trzęsą, a jeszcze przed momentem powiedziałaś/łeś sobie, że zjesz tylko kawałek. Zjadłaś jednak nie kawałek, a trzy kanapki, miskę płatków na mleku i dwa batony. Coś jednak sprawiło, że się ocknęłaś. Stoisz przed wyborem – zjeść jeszcze pięć kanapek i czekoladę, czy powiedzieć STOP. „Nie dam rady” – mówisz sobie. „Jak już zjadłam tyle, to co mi zaszkodzi? I tak jestem beznadziejną, grubą świnią” – przekonujesz sama siebie. S.O.S.! Co robić??? Przede wszystkim wyłącz czarno-białe myślenie. Nawet dodatkowe 1000 kcal pochłonięte podczas „małego napadu” jest lepsze niż pochłonięcie 2… 3… 4 tysięcy kalorii. Nieprawda, że nic się nie stanie, jak zjesz jeszcze – stanie się, bo trudniej będzie powstrzymać się od wymiotowania. Zamiast tych bzdur, lepiej powiedz sobie (na głos albo w myślach)„Właśnie zaczął się napad, stoję przed lodówką i sięgam po kolejną bułę. Jeżeli jej nie odłożę, będzie mi coraz ciężej przestać. Jeżeli ją zjem, wpędzę się znowu w błędne koło. Jest mi ciężko i nie wiem, co mam zrobić, czuję się słaba, ale wierzę, że mi się uda.” Zamknij lodówkę, wyjdź z kuchni. Najlepiej wyjdź z domu albo do kogoś zadzwoń. A zanim to zrobisz, weź kilka głębokich oddechów. Odwróć uwagę od jedzenia. Nie możesz wyjść z domu z jakiegoś powodu albo spacer i rozmowa z przyjaciółką wcale nie pomogły? Zadzwoń do drugiej koleżanki, chłopaka, mamy. Nie musisz nawet mówić o napadzie – najlepiej, jeśli powiesz, co czujesz, ale równie dobrze możesz plotkować o czymkolwiek. Nie przeszło? Śpiewaj, tańcz, maluj paznokcie. Weź kąpiel. Jeżeli poczujesz się lepiej, zastanów się, czy ten kolejny napad to nie efekt fizycznego głodu – czy ostatnio stosowałaś głodówkę albo dużo ćwiczyłaś i mało jadłaś? Może nie jesteś taka beznadziejna, jak myślisz, tylko Twój organizm potrzebuje energii? A może tkwisz w negatywnych emocjach, którym nie dajesz upustu? Zastanów się i powiedz o tym komuś. Pamiętaj. To TY możesz powstrzymać ten napad. Możesz też odkryć jego źródła i zapobiec następnemu napadowi. Nawet, jeśli jest ciężko, to za kilka chwil, godzin, dni, miesięcy, lat… będziesz z siebie dumna, że powiedziałaś STOP. UDA SIĘ! Nie daj się ponieść chwili i nie poddaj się pannie B. DASZ RADĘ.

A jeżeli tym razem niestety się nie udało…

JEŻELI SIĘ OBJADŁEŚ, ALE NIE WYMIOTOWAŁEŚ

Właśnie zjadłeś potwornie wielką porcję jedzenia. Boli Cię brzuch od jego nadmiaru i nie wiesz, co robić, bo tak bardzo nie chcesz ZNOWU wylądować z głową nad toaletą. W takim razie powiem Ci, czego NIE robić – nie wymiotuj. Zajmij się czymkolwiek, ale nie wymiotuj. Nic się strasznego nie stało. Nie ma opcji, że po tym napadzie świat Ci się zawali. Utyjesz? Jeśli to był kolejny taki napad z rzędu, to może nawet jest możliwe… Ale wiesz co? Jeżeli chcesz z tego wyjść, to ten kilogram powinien Ci dyndać. Z tym dodatkowym kilogramem więcej i tak będziesz tak samo wyjątkową jednostką, jaką jesteś. Bo jesteś – unikatową, jedyną w swoim rodzaju osobą. Ćwicz wiarę w siebie i bycie dla siebie dobrym. Wybacz sobie. Jutro też jest dzień, a za 5 minut możesz, wedle swojego wyboru – albo znowu nienawidzić siebie za zastosowanie przeczyszczania, albo uniknąć tego. Zebrać w sobie wszystkie siły i przerwać błędne koło. Jeżeli zdołasz zdobyć się na ten wysiłek, to nie zmuszaj się do przeczyszczania w jakikolwiek sposób. NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, ŻEBY PRZERWAĆ TEN CHOLERNY ŁAŃCUSZEK OBJADANIE-> WYMIOTY->OBJADANIE…. Objadłeś się? No trudno. Ale już nie wymiotuj, bo znowu zacznie się wszystko od nowa. DASZ RADĘ BEZ TEGO. Uwierz w siebie.

JEŻELI WYMIOTOWAŁEŚ PO NAPADZIE OBJADANIA

Przede wszystkim weź głęboki oddech. Najgorsze, co może się stać, to poddanie się kolejnemu napadowi. A o to nie trudno. Poziom insuliny w Twoim organizmie będzie teraz wariował, niedługo poczujesz zapewne głód. Zrób wszystko, aby rozpoznać, czy jest to głód fizyczny, czy psychiczny. Tymczasem, napij się ciepłej herbaty. Oddychaj głęboko. Pij wodę, jeśli czujesz pragnienie – to naturalne, odwodniłaś się, jeżeli napad skończył się wymiotami albo zastosowaniem środka przeczyszczającego. Ale najważniejsze jest to, żeby nie dać się powalić na łopatki. To był tylko jeden napad. Jeden błąd. Jedno potknięcie. Być może kolejne z rzędu. Prawdopodobnie wcale nie ostatnie, jeżeli dopiero zaczynasz walkę. Jednak to, co wydaje się na początku niemożliwe, z czasem przychodzi coraz łatwiej. Teraz wstawaj i walcz. Zajmij się czymkolwiek innym niż jedzeniem, a potem wróć jak najszybciej do planu 5 posiłków dziennie (sprawdź tutaj moje triki na następne dni, nie tylko na ten moment: jak wrócić na dobre tory po napadzie). Nie pozwól, żeby w Twojej głowie powstał najczarniejszy obraz Ciebie. To, co się stało, to nie jest wyłącznie oznaka Twojej słabości. To oznaka choroby, z którą musisz walczyć. Nawet jeżeli to jest załamka po długim okresie bez napadów, to pamiętaj – nie zmarnowałeś nic. Nie musisz znowu zaczynać wszystkiego od początku. Jeżeli teraz stwierdzisz, że jesteś na dnie, to (na własne życzenie) znowu trafisz w ten niekończący się krąg wymiotów i objadania. Tak nie musi być!!! Przecież to jeden głupi błąd. To Ty wybierasz, czy za kilka dni zapomnisz o tym, co właśnie się stało, czy może będziesz tkwić w tym samym miejscu. Każdy błąd to nie porażka, ale doświadczenie, na którym musimy się uczyć. Dasz radę. 

Mów do siebie jak do swojego najlepszego kumpla albo do młodszej siostry. Z miłością, czułością, ale i dodając sobie otuchy: „Nic się nie stało. To było jedno potknięcie. Każdy popełnia błędy. Zależy mi na Tobie i nie chcę, żebyś cierpiała. Wstawaj i walcz, dasz radę. Nie poddawaj się.”

To brzmi jak tekst z głupiego brukowca. Ale tak nie jest. Zgłębiając psychologiczne i automotywacyjne artykuły, natknęłam się kilka razy na podobne rady. Na mnie to działa. Wchodzę w rolę swojej przyjaciółki i mówię do siebie z miłością. Jeżeli nie pokocham siebie, nikt mi nie będzie w stanie pomóc. Więc zaczynam powtarzać sobie w kółko, że nie muszę być doskonała, że tak, jak jest, jest ok. Że najważniejsze jest zdrowie, że dam radę, że wygram i że najpiękniejsze przede mną. Wychodzę z bulimii, wychodzę z mojego perfekcjonizmu. Walczę.

Dopiero co minęły mi dwa tygodnie bez wymiotowania. Cóż. Niestety, po równo dwóch tygodniach pękłam. Miałam napad zakończony wymiototwaniem. Dwa razy, raz po razie. Ale nie uważam, że to było zmarnowanie dotychczasowych dwóch tygodni bez wymiotowania. O nie. Dopuściłam do siebie myśl, że to było moje potknięcie, do którego mam prawo, bo jestem człowiekiem. I walczę z chorobą. Dodam jeszcze, że te napady nie były jedynymi napadami w ciągu dwóch tygodni. Nie nieee… Ja po prostu oduczam się wymiotować, nawet, jeśli zdarzył się napad. Chcę z tego wyjść. Jak cholera. I dam radę. Ty też dasz.

I na koniec posłuchaj jakiejś ulubionej, pozytywnej piosenki – muzyka działa cuda :)  

Na moim blogu znajdzie się jeszcze kilka pomocnych postów  - Jak uwierzyć, że jest się wystarczająco silnym i odesłać wymówki do diabła; Jak powoli wprowadzić w życie najskuteczniejszy sposób na pokonanie objadania się.

Walczę i wygram.

24.05.2015 r.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>