Raz dwa trzy, mniej myśleć będziesz Ty.

Niestety, ale z Panem Cudownym nie pykło. Był (prawie) chodzącym ideałem, ale zero chemii i przysłowiowy „kij w tyłku” Pana Cudownego sprawiły, że na randkach bardziej bawił mnie barman niż Pan Cudowny. No i nawet miałam kupione bilety, żeby do niego lecieć na Walentynki… Na szczęście, przezornie kupiłam wersję „flexi” ;) I mogę jeszcze nie tylko odwołać lot, ale nawet zmienić jego trasę i czas. Chyba skorzystam! Jestem z siebie bardzo dumna, bo w odpowiednim momencie wykazałam odpowiednią ilość rozsądku, nie zrobiłam nic wbrew sobie i nie udawałam, że jest mi dobrze z kimś, kto oprócz tego, że nudził – to mnie lekceważył. Bang! Że tak powiem, nowej mnie ciąg dalszy.

Co do zasady, ten wpis powinien być krótki. Bo jego sedno tkwi w tym, że uświadomiłam sobie (moi dwaj przyjaciele mi to uświadomili), że o wiele za dużo myślę. Też mi niespodzianka. Dobrze przecież o tym wiem. Nie tylko ja zresztą. Stąd te wszystkie moje przesadzone reakcje, stresy i nakręcanie emocji. Stąd te absurdalnie długie wpisy i dzielenie włosa na czworo. Postanowiłam do tematu podejść jednak nieco inaczej – nie będę teraz negować wszystkiego, co do tej pory robiłam (chociaż miałam wielką ochotę pokasować poprzednie posty albo je poskracać). Nie, to, co było, to było i niech bedzie na pamiątkę :) Zresztą, to nie zmieni się tak hop-siup. To raczej cel długodystansowy! Już teraz zaraz postaram się natomiast przestać przesadnie wszystko analizować, zamartwiać się i nakręcać – a to dzięki wyrobieniu n a w y k u. Otóż, kierując się wskazówkami znalezionymi u Fit and Fashion i jakimiś lekturami na temat wyrabiania nawyków (jeszcze muszę do takich dotrzeć, gdzieś w Coachingu na pewno coś się znajdzie), mam zamiar wypielić z głowy zbędne myśli, analizy i smutki. Wydaje się, że to będzie wielgachne zadanie… ale zarówno za zamartwianiem się, za przesadnym stresem, za zbytnim analizowaniem, za wymyślaniem sobie problemów itp. stoi chyba co do zasady ten sam zły nawyk – nawyk ponoszenia się jakiemuś impulsowi-marudzie albo impulsowi-smuteczkowi. Czas z tym skończyć! Może dam znać za jakiś czas, jak mi idzie. To w sumie może być całkiem, że tak powiem, life-changing. Inna sprawa, że od pewnego czasu treści, które Wam tu wstawiam, wstawiam raczej sobie niż Wam i chyba mało kto może z tego wynieść cokolwiek ponad to, co wynoszę z tego ja. Ale co tam, myśloodsiewnia gdzieś musi być prowadzona. Pisanie jest dobre. Bardzo dobre. Myślę, że cośtam oczywiście Wam popiszę, ale postaram się trzymać raczej maksymy „mniej znaczy więcej” i takich tam.

Dodam, że jestem naładowana endorfinami po lekkim wieczornym treningu na siłowni (chociaż w ciągu dnia zepsułam sobie humor dzieleniem włosa na czworo). Treningi są dobre na głowę. Melduję też, że jest niebulimicznie cały czas od dłuższego dłuuuższeeego czasu. Nie obżarłam się nawet przed okresem, co w ogóle jest ewenementem. A o samej bulimii powiedziałam też przyjacielowi – temu od siłowni. On powiedział, że „lubię sobie wymyślać problemy” i prawie już się obraziłam na niego na śmierć, gdyby nie to, że on ma rację… Wyjaśniłam mu tylko, że akurat z bulimią sobie niestety nie wymyśliłam.

clear-min-man-profile-sky-1-800x800

Dobra, do dzieła. Czas spróbować oczyścić głowę :)

P.S. Pękło 30 tysięcy (trzydzieści tysięcy!!!!!!!!!!!!!!!!!!) wejść na bloga. Wow… Tego to ja się nigdy nie spodziewałam. Mam nadzieję, że znajdujecie jednak tu to, co miało się tu znaleźć według mojego pierwotnego planu – trochę nadziei, otuchy i świadectwa, że ktoś sobie z tym chociaż mniej więcej poradził. Powodzenia!

31. stycznia 2017 r.

Walczę i wygram

(link do obrazka: http://www.meditateinlondon.org.uk/wp/wp-content/uploads/2014/07/clear-min-man-profile-sky-1-800×800.jpg)

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>