Cześć, to ja za sześć lat. Mam Ci do przekazania kilka słów.

 W., 15.12.2009 r.

Cześć!

 Jest taka sprawa. Może mi nie uwierzysz, ale piszę do Ciebie ja – Ww. Ja, czyli Ty. Nie znasz mnie, bo jeszcze jesteś nie żadną Ww. Jesteś nadal tylko J. Przybywam do Ciebie z przyszłości, żeby dać Ci kilka dobrych rad. Jeśli mi nie wierzysz, to może sprawdź, czy między środkowym i wskazującym palcem lewej ręki masz pieprzyk a na prawym policzku – dwa pieprzyki. Takie same jak tuż pod pępkiem. No. Już wierzysz? Ty to ja. To teraz słuchaj J. Jak dobrze pójdzie, to oszczędzimy sobie w przyszłości co najmniej 3 lata tułaczki z zaburzeniem odżywiania i nigdy nie staniesz się Ww. (nie patrz takim tępym wzrokiem, wpędziłaś się w bulimię. Tak TY. Ta rozsądna i mądra dziewczyna). No… to do rzeczy.

Wiem, że mniej więcej teraz zaczynasz coraz bardziej rozkminiać… o sobie – o ciele, duchu i wszystkim w ogóle. Masz dużo „ale”. Chyba nawet już martwisz się, że nie masz chłopaka. A na dodatek zaczynają Ci coraz bardziej przeszkadzać biodra, brzuch i uda. I chyba nawet planujesz już pierwszą dietę – „dukana”. Nie zaczynaj. Zamiast tego, zacznij pływać tak, jak chciałaś. Nie słuchaj brata, że „zrobią Ci się bary”. Nie zrobią. A jak zrobią, to co z tego? Idź i pływaj w drużynie, lubisz to przecież. Zwłaszcza, że masz predyspozycje (nie jesteś „za wysoka”, to też zapamiętaj)! Jeśli jeszcze nie rzuciłaś tańców, to tego też nie rób (albo do tego wróć). To, że powiedzieli Ci, że nie nadajesz się jeszcze do tej najbardziej zaawansowanej grupy, nie znaczy, że nie nadajesz się wcale. Idź, tańcz. Lubisz to. Nie rób tego dla bycia „naj”. Rób to dla siebie :) W ogóle rób więcej dla frajdy niż dla dobrego efektu.

Mniejsza jednak o to. Chcę Ci powiedzieć, że jesteś super. Bez ściemy. To, że myślisz czasem, że nie pasujesz tu, czy tam, to nic. Ja Cię za to teraz najbardziej kocham, chociaż jeszcze nie ogarniasz. Nie zawsze trzeba pasować. Trzeba być zawsze w zgodzie ze sobą – mama ma rację i dobrze, że jej słuchasz. 

Bądź pozytywna. Uśmiechaj się dużo i otwórz bardziej na innych, zamiast zamykać się w sobie i porównywać do innych. To właśnie w ludziach szukaj szczęścia, z nimi dziel się radością i czasem. Nie wymyślaj sobie problemów, kiedyś przyjdą te prawdziwe i będzie czas na zamartwianie. Na razie najlepiej wryj sobie po prostu do głowy, że czasami mniej znaczy więcej – nie myśl za dużo. Jesteś fajowa i inni Cię naprawdę lubią, nie musisz robić głupich rzeczy, żeby to komuś udowadniać. Z drugiej strony, nie wstydź się też. Pływanie na golasa w morzu i kilka wariackich wakacyjnych miłości nic Ci nie zaszkodzi, całuj, jak chcesz. Żyj pełną piersią. Daj się ponieść chwili, a nie superpoprawności. Czerp garściami. Uwierz mi, że umiesz :) Nie martw się – nie zgłupiejesz do reszty. Masz swoje zasady i zawsze będziesz się ich trzymać. Zawsze. Dopóki nie staniesz się wręcz ich zakładnikiem. Nie stań się zakładnikiem swoich zasad, proszę.

Chodzi mi o to, żebyś popełniała błędy i nie bała się ich. Inaczej się nie nauczysz. Nie staraj się być zawsze najlepsza. Zakochaj się po uszy i nie martw się, że on nie jest przystojny. Najwyżej będzie niewypał. To nic. Będzie co wspominać. I miej marzenia. Nawet nie wiesz, jaka z Ciebie wariatka – spełnisz niejedno marzenie, jeśli poznasz odpowiednich ludzi i zarazisz się ich dobrą energią. Miej otwarty umysł! Żyj!!!

Ciesz się małymi rzeczami a jak masz tę swoją dziwną chandrę i nie wiesz, o co Ci chodzi, to zamiast płakać w poduszkę, spotkaj się ze znajomymi. I nie sięgaj po jedzenie, żeby zajeść smutki. Może to dziwnie brzmi, ale za sześć lat o tej porze, jeśli nie przestaniesz zażerać emocji, będziesz miała za sobą co najmniej trzy lata bulimii. Piszę „co najmniej” bo kilka dni wcześniej za 6 lat przypomnisz sobie, że już w 2012 roku, kiedy odwiedzałaś w Hiszpanii koleżankę, zakradałaś się w jej kuchni i jadłaś w tajemnicy. I że koleżanka nawet raz Cię nakryła, jak w transie wyjadasz  garściami orzeszki z jej szafki. Spaliłaś się wtedy ze wstydu, ale nie wiedziałaś jeszcze, że to dopiero początek.. Jeśli teraz nie przestaniesz, to oprócz takich wspomnień z 2012 r., w 2013 będziesz mieć już autentyczną obsesję na punkcie swojego ciała i wagi. Zamiast szaleć na pierwszym roku studiów, zmarnujesz nie tylko 2013, ale też 2014. W 2014 r. nawet będziesz mieć trenera personalnego i będziesz piła odżywki białkowe z shakera. Nawet będziesz robiła bicki i martwe ciągi na siłowni. No, bez kitu. TY! Dasz wiarę? Ale nie uwierzysz, jaka masakra będzie później… Zachorujesz. I zaczniesz wymiotować do kilku razy dziennie. Rzygać. W domu nie zorientują się przez nawet rok, że masz bulimię. Ale w pewnym momencie się przestraszysz. Powiesz mi. Zadecydujesz tak pewnego dnia, leżąc zapłakana przy kiblu, bo zaczną Ci drętwieć nogi, wyginać się palce u stóp i serce będzie waliło niebezpiecznie, jak szalone. Bo nie będziesz mogła przestać myśleć o jedzeniu. Gardło będzie piekło, i ręce będziesz mieć czerwone. I będzie Ci śmierdziało z ust. Będziesz się czuła żałośnie i pusto. Chociaż jednocześnie będziesz ciągle tą samą, genialną babką z potencjałem. Tylko że zamiast z niego korzystać, staniesz się zakładnikiem wyobrażenia o sobie idealnej. Wiesz, ideałów nie ma. Nieidealne jest super.

Kiedy już się ockniesz i poprosisz o pomoc brata i mamę, to zacznie się walka. Pójdziesz na terapię. Będzie okropnie. Zaczniesz pisać regularnie bloga. Otworzysz oczy. Zobaczysz, ile masz dookoła siebie dobrych ludzi, ile fajowskich rzeczy już zrobiłaś i ile możesz zrobić. Niestety będzie ciężko. Będą wzloty i upadki. Ale dasz radę. Wyjedziesz za granicę raz, potem znowu. I znowu. Będzisz nadal studiować to, co zawsze chciałaś i robić coraz więcej tego, co kochasz. Napędzisz się dobrą energią. Będziesz znowu sobą. Będzie znowu dobrze. Bardziej lub mniej – niestety bulimia zawsze będzie gdzieś się czaiła. Ale przynajmniej przejmiesz znowu kontrolę nad życiem. I nie martw się, będziesz miała wokół siebie super ludzi. Może nawet się zakochasz. I w pewnym momencie nawet przestaniesz pisać bloga po kilka razy w miesiącu. Potem będziesz rozwijać skrzydła coraz bardziej. Wręcz nie będziesz miała czasu na bloga, bo będziesz wreszcie znowu ż y ł a , zamiast tylko wegetować. Będzie ekstra! Niestety, bulimia będzie cały czas rzucała swój cień. Ale będziesz szczęśliwą, coraz bardziej spełnioną i świadomą swojej wartości kobietą.

Pytanie – czy warto przez to wszystko przechodzić, żeby znaleźć się w tym samym miejscu? Myślę, że jeśli już teraz nie przestaniesz tak się przejmować głupimi „boczkami”, to nie tylko będziesz musiała przejść to, co Ci właśnie opisałam. Przede wszystkim, na długi czas, w ogóle stracisz coś więcej niż tylko czas, pieniądze i zdrowie. Stracisz świadomość samej siebie i radość z życia. A ono jest takie piękne! Nie będziesz przez nawet kilka l a t wiedziała, k i m   j e s t e ś, czego potrzebujesz i co Cię c i e s z y. Będziesz częściej myślała o jedzeniu i swojej wadze niż o bliskich Ci ludziach. Będziesz chuda i nieszczęśliwa – jednocześnie będziesz myślała, że jesteś gruba i dopiero jak schudniesz kolejne kilogramy, to Cię to uszczęśliwi. Tak to nie działa. Zdradzę Ci sekret: będziesz szczęśliwa wtedy, kiedy tak zdecydujesz. A wygląd nie ma z tym nic wspólnego :)

Wystarczy, że teraz nie zaczniesz tej pierwszej diety i zaczniesz myśleć pozytywnie – o wszystkim. Tak ogólnie, postarasz się być szczęśliwsza i bardziej docenisz to, co masz. Masz tak dużo :) Przede wszystkim – zdrowie! To naprawdę bogactwo. Masz władzę nad sobą i nigdy nie kontrolowało Cię jedzenie… Z tego się wychodzi, ale po co? Wiesz, idź po prostu pływać tak jak chciałaś. A co najważniejsze – nie zajadaj już stresu jedzeniem. Albo przynajmniej nie kryj się sama w kuchni i nie wcinaj słodyczy. Nie chowaj się ze słodyczami. Możesz w stresie wypić kubek kakao z mamą i pogadać o tym, co Cię trapi. Nawet nie wiesz, jakie jesteście podobne. Wyciągnij z niej to, jaka jest superpoprawna i jak nie umie sobie radzić z emocjami. Nie jest taka doskonała jak myślisz. I wiesz, co? Ojciec i brat też podjadają. Podjadajcie sobie razem – obróć tę tajemnicę Poliszynela w żart i czasem po ludzku zjedzcie sobie razem wielgachną pizzę. To przecież tylko jedzenie!!! Aha! I przed okresem spokojnie zjadaj sobie też jedną całą tabliczkę czekolady i się z tym nie kryj. Nie trzeba :) Inni też tak robią. Raz na jakiś czas można :)

I pamiętaj, że ojca nie zmienisz. Nie obwiniaj się za jego błędy. 

Kocham Cię i trzymam za Ciebie mocno kciuki, 

Ww.

P.S. Wiem, że to źle brzmi, ale naprawdę mam nadzieję, że jednak się nie spotkamy i pozostaniesz na zawsze tylko J., a nie Ww. Nie polubisz mnie, a ja zrobię Ci dużo krzywdy, więc najlepiej po prostu nie doprowadź do naszego spotkania. Mimo wszystko, naprawdę Cię kocham. 

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>