Bez odbioru (?)

Najmilsi moi, jeszcze tydzień by minął i pozostawiłabym Was bez żadnego wpisu przez okrągły miesiąc! Jak na mnie to jakaś masakra :D Oto nadchodzę więc z „odsieczą” i z pewną złą  (a jeśli nie złą, to na pewno zaskakującą) informacją.

Mój blog powstał jako „pamiętnik z terapii, który ma pomagać mi… i innym przy okazji też”. Nie jest, nie była i nie miała to być strona napompowana dobrymi radami Cioci Dobrej Rady/Cioci Wszystkowiedzącej/Cioci Mądrej Sowy, ale raczej miała być, jest i będzie stroną zapełnioną zapiskami moich myśli, które przechodziły transformację na przestrzeni przeszło roku. Na Waszych oczach… przy okazji. Ten blog to moja „myśloodsiewnia”, „oczyszczalnia myślowych ścieków”, „publiczny pamiętnik”, „pilotaż z mojej terapii”. Moje małe dzieło, z którego jestem o g r o m n i e dumna. Chociaż nie jestem i nigdy nie byłam specjalistką od bulimii – po tych miesiącach stałam się „jedynie” specjalistką od mojej bulimii, od moich uczuć, od podnoszenia się z moich własnych kryzysów, od poznawania siebie, pokochiwania siebie i ciągłego rozwijania się – pomimo tego mnóstwo osób najwyraźniej mi zaufało i regularnie odwiedzało tego bloga. I odwiedza nadal. Pękło ponad 17 000 wejść (siedemnaście tysięcy!!!!!)! W życiu nie pomyślałabym, że tyle razy ktoś wyświetli na swoim monitorze moje słowa. Wymieniłam z Wami prawie 100 komentarzy i mnóstwo maili. Dziękuję za każdą wiadomość i każde dobre słowo z osobna. To też dzięki Waszemu wsparciu jestem tu, gdzie jestem. Kiedyś w liczbach podawałam tylko „czyste dni”. Teraz te dni to praktycznie codzienność, a liczby powyżej to kolejny powód do dumy i radości. Dziękuję jeszcze raz!

13487651_10208605858216549_1080775716_n

Chociaż, teoretycznie, jeszcze wiele mogłabym pisać – jak to dobrze/wspaniale mi idzie, naprzemiennie z tym, jak to mam nawroty i jak znowu wychodzę na prostą… myślę, że to nie ma aktualnie większego sensu. Idę do przodu, każdego dnia coraz pewniej mogę powiedzieć, że „żyję pełną piersią”. Na bank nie jestem tą samą osobą, która zakładała bloga. Czy wygrałam? To śmieszne, ale nie wygrałam w taki sposób, w jaki bym sobie tego życzyła wtedy, w kwietniu 2015 roku. Ale wygrałam – mówiąc „po nowemu” – mojemu. Co to znaczy? To znaczy, że nie jest idealnie, ale wiem, że nigdy nie będzie. I to właśnie jest przejaw tego, że pokonałam swoją największą słabość – chory, skrajny perfekcjonizm, który zresztą wepchnął mnie w zaburzenia odżywiania. Nadal jestem perfekcjonistką, z tego się chyba (?) nie wyrasta, ale panuję nad tym. Tak samo jak panuję nad moją „nieidealną codziennością” – teraz mowa o pojawiającej się tylko od wielkiego dzwonu bulimii, ale wiem, że za ileś tam czasu będzie chodziło pewnie już nie o bulimię (ciągle wierzę, że panna B. pójdzie kiedyś w siną dal), ale raczej o jakiś słaby dzień, o niepowodzenie zawodowe, o zawód miłosny, nieudany weekend. I dobra, wiem, że się zdarzy jeszcze niejedna taka rzecz. Ale moja siła polega teraz na tym, że już wiem, że się zdarzy i że nie ma sensu tego rozpamiętywać. Że od mojej reakcji na te rzeczy zależy ciąg kolejnych zdarzeń. Że ucieczka w bulimię to nie jest rozwiązanie (chociażbym wciąż raz na ileś tam miesięcy znowu się złamała) i że, po prostu, takie jest życie – piękne, ale daje nam po dupci raz po raz. I to jest ok. 

Pisałam Wam wprawdzie i o dobrych, i o złych momentach w moim życiu i teoretycznie mogłabym to kontynuować – przecież ostatnio mam wrażenie, że spotyka mnie o wiele więcej dobrego niż złego (a może po prostu to ja zmieniłam moje nastawienie?) – jakoś tak łatwiej mi być szczęśliwą, realizuję swoje pasje i pozbywam się lęku. Jestem odważna. Fajnie byłoby Was tym zarazić, ale już bardziej nie potrafię. Chodzi mi o to, że doszłam do tego momentu, kiedy frazesy z motywacyjnych obrazków na Pinterest naprawdę do mnie przemawiają i nie tylko je zbieram, ale… żyję tymi słowami. Nadal, jak to u mnie, jest w kratkę – dobrze, bardzo dobrze, źle, dobrze, bardzo dobrze… Ale już uciekam od zamiany „źle” na słowa „do dupy”, „masakra”, „porażka”. Gorsze chwile wplatam w codzienność i lecę dalej. Sięgam coraz wyżej – ale nie po staremu, perfekcyjnemu. Sięgam jakoś tak ponad to, co do tej pory o sobie i swoich możliwościach myślałam, jednocześnie z takim jakimś luzem. Nie komplikuję. Staram się działać. No dobra, nadal zdarzają mi się momenty nostalgii, prokrastynacji, „overthinking”. Wiadomo! Ale… ciągle idę do przodu i wiem, kiedy się uszczypnąć i wrócić na dobre tory myślenia – wyrobiłam sobie takie i ciągle je „utwardzam”. I, jak mówiłam, chciałabym Was tym zarazić, ale tak jak kiedyś czytałam podobne teksty i mówiłam „taaa, jasne, mhm” tak teraz chcę Wam powiedzieć – możecie tak sobie myśleć o moich słowach. A możecie porównać je z pierwszymi wpisami i uwierzyć, że z bulimią i w ogóle z jakimś takim wewnętrznym niepokojem, niechęcią do życia i z chorym spojrzeniem na wszystko dookoła (począwszy od swojego ciała) da się wygrać. Nie tak perfekcyjnie do cna, bo tego jeszcze nie wiem, ale na pewno da się wygrać na tyle, że będziecie żyć swoim życiem, sięgać po więcej i kochać Świat, mając świadomość tego, że choroba zmienia myślenie, zakrzywia postrzeganie świata, innych, siebie i że nie warto w niej tkwić. I że choroba się myli, a wy możecie jej zagrać na nosie, bo macie w sobie wystarczająco dużo zapału. I że po zrobieniu każdego kolejnego kroku w tej drodze o zdrową siebie będzie tylko radośniej, lżej i piękniej. I że praca nad sobą popłaca.

A tutaj wklejam Wam moje ulubione „obrazki z Pinterest, które nie są już tylko pustymi frazesami”.

853e5ed35ed3167afd655187769cc031

e854fa10d95117260732b32f829e69df

Take your time. Get to know yourself ✌Thats the only way to get out of this crap - #edreceovery needs patience and taking look deeply inside your mind and soul. Your needs and your fears. Face them and leave what stopps you and what pushes you to #ed. And go for all what makes you #happy #healthy #stronger #inspired and finally - #recovered  //POLISH// Mój sprawdzony trik na dziś: Nie śpiesz się. W walce z #bulimia znajdź czas na poznanie swoich potrzeb, lęków i słabości. Poznanie siebie. Porzuć wszystko, co sprawia, że chcesz znaleźć pocieszenie w jedzeniu i trzymaj się mocno tego, co daje Ci #szczęście #inspiracje #motywacje #moc  - i wreszcie #zwycięstwo z #zaburzeniaodzywiania. A późnie, po prostu, pokochaj siebie, zdrowie i życie. #recovery #quotes #walczeiwygram #bulimiafighter #wecandoit #staystrong #behappy #bepositive

73f7dbf007784c59d24cbe9c17c63bde

6479d5811773ab279c52b29596630fc3

d36e079f3e4b19af9a7596a2f0c4b49e

06619e75e3b384abf96e8313c39c9e9e

9b16f45bc2cc97c25b9e6128205bb61d

fd517f07eeb380a84acb26711d87646b

ca97fd3f7ad9eff948b4ad134b3a9c67

6dcfe17b282f1be4d90218647e4364e8

Wiele razy mówiłam, że nie ma jednej bulimii, jednej metody na jej pokonanie, nie ma złotej różczki, ani magicznej pigułki. Niestety. Przejście przez ten proces wymaga czasu i naprawdę sporego wysiłku. Ale to jest praca włożona w nas samych – to, co odkryłam w ostatnim czasie, to taka moja „złota prawda”, którą możecie sobie pożyczyć i sprawdzić ją na sobie, uwierzyć w nią albo i nie… Otóż, jeśli nie poznamy siebie, nie będziemy mogli dać Światu od siebie nic. A, jak to niedawno zrozumiałam, szczęście można osiągnąć dopiero przez dzielenie się swoim „światełkiem” z drugim człowiekiem. Nie bądźmy egoistami, tkwiąc w chorobie, rozpamiętując ją, poddając się i nie wierząc w siebie, niszcząc swoje zdrowie fizyczne i psychiczne i siejąc „ferment” dookoła. Pozostańmy pogodni, zmuszajmy się do uśmiechu i cieszmy małymi szczęściami. Wtedy będzie się nam wszystkim pięknie żyło. O zdrowym jedzeniu, zdrowej ilości sportu, zdrowym ciele, zdrowym umyśle i w ogóle o takim zdrowym balansie i harmonii już nie piszę, bo zdążyłam nawypisywać o tym ostatnie kilka(dziesiąt) postów…

No to co w końcu z tą bulimią? Hmmm… Gdzieśtam sobie jest. Ale na pewno nie kieruje teraz moim życiem. Walczę z nią tylko wtedy, gdy naprawdę próbuje powrócić. A „pomiędzy” – żyję, już nie siłuję się z tą cholerą. Zamiast tego, mam marzenia, które zamieniam w cele i które powoli realizuję. Chowam broń za pazuchę i idę przed siebie z cyckiem do przodu, brodą do góry i uśmiechem od ucha do ucha. A czasami bez. Wiem, że bez tego bloga by to nie wyszło. Naprawdę jestem szczęśliwa i dumna, że go stworzyłam. Jeśli ma Wam pomagać – częstujcie się śmiało wszystkim, co zdążyłam tu nawypisywać. Ale pamiętajcie, że opisana przeze mnie droga jest bardzo indywidualna i będzie taka w każdym przypadku. Jednocześnie nie zapomnijcie o tym, że taka sama energia, która roznosi teraz mnie, tkwi w każdym z nas bez wyjątku. Destrukcyjne myśli każdy może systematyczną pracą nad samym sobą zamienić na swoje własne „światełko”, którym zaczniecie obdarowywać innych.

6578de0a9caa53e4de60f9b95fbef5af

Jeszcze raz dziękuję za te ostatnie 14 wspólnych miesięcy. Możecie nadal pisać maile, postaram się odpisać. Komenatarze? Pewnie też odpowiem. Jedyna zmiana jest taka, że nie możecie spodziewać się w najbliższej przyszłości nowych postów. Kiedyś pewnie wrócę – pokażę mój tatuaż, jeśli wreszcie go zrobię.

Buziaki! Do zobaczenia kiedyś!

Kochana D.N. jeśli nadal Pani tu czasami zagląda, to chyba melduję wykonanie zadania! Dziękuję <3

5f18feb5ac87c43171bf2b63bce201c3

18. czerwca 2016 r.

Walczę i wygram

(źródło obrazków: rysunek własny, Pinterest.com)

Print Friendly

7 comments

  1. Coś publikować w necie powinnaś, nie musi to byc blog o bulimii, ale po prostu sugeruję, że dobrze się Ciebie czyta, jesteś autentyczna, widać, że przykładasz się, by publikowane przez Ciebie treści były inspirujące i przyjazne dla czytelnika

    • Dzięki śliczne, Natalia :) Coś chyba jest na rzeczy, bo już kilka osób mówiło mi coś podobnego. No i pisanie naprawdę sprawia mi radochę!Nawet mam już na oku start z zupełnie nowym projektem – totalnie nie związanym z zaburzeniami odżywiania i z „walczę i wygram”. Tylko utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że to dobry pomysł. Dzięki!!!

  2. Właśnie przeczytałam Twój post o powikłaniach związanych z bulimią. Jestem przerażona tym co przeczytałam i właśnie od długiego czasu szukałam takiego wiadra zimnej wody, żeby otrząsnąć się z tego co robię. Ja jestem „jedynie” kompulsywnym żarłokiem, myślisz, że mnie też dotyczą te straszne konsekwencje o których napisałaś? Np przesunięcie się jelita grubego, pęknięcie żołądka? (od jakiegoś czasu uwiera mnie właśnie jakby w miejscu gdzie jelito grube się znajduje, też tak miałaś?)

    • Witaj Anet :) Nie jestem lekarzem i zresztą pewnie nawet lekarz nie wywróżyłby przez internet, czy Ciebie mogą dotyczyć te powikłania. Najlepiej udaj się do specjalisty i daj się przebadać. To nie boli a może tylko pomóc. To, że uwiera Cię tam, gdzie jest jelito grube (jelito grube zajmuje całkiem sporo miejsca w podbrzuszu, o ile mi wiadomo) może być równie dobrze spowodowane rozwaloną perystaltyką i zaparciami. A może i czym innym. Nie mnie to niestety oceniać. Tak, miałam zaparcia, bóle podbrzusza i brzucha (żołądka), a oprócz tego całą masę powikłań związanych z samym już wymiotowaniem – suchość skóry, odwodnienie, zajady, refluks, zgagę, częste opuchnięcia całego ciała przy krótkotrwałym odstawieniu wymiotowania, koszmarne skórcze, próchnicę rozsianą po całych ustach, nieustanne osłabienie, fatalny stan skóry, włosów, paznokci, przyspieszony rytm serca itd. itp. Jeżeli miałoby Cię to wystraszyć przed podjęciem kolejnego kroku ku niszczeniu sobie zdrowia (rzyganiu) to mam nadzieję, że zadziałało. Nie rób sobie tego i nie idź dalej. O kompulsywnym objadaniu się na swoim blogu pisze (również Aneta) autorka bloga hey-ho.me. Zajrzyj tam i zobacz, jak ona sobie poradziła. Życzę Ci dużo wytrwałości, ale też chłodnego podejścia do tematu, zrozumienia choroby, odwagi i dużo samozaparcia. Będzie dobrze. Szkoda życia na zaburzenia odżywiania, pamiętaj ;)

      Buziaki!

      Ww.

    • Dzięki Ci za ten komentarz. Prześledzę Twego bloga od deski do deski.
      Ja również trzymam za Ciebie kciuki. Tyle już przeszłyśmy, że teraz może być tylko lepiej.

      Całus :)

  3. Ciągle tu zaglądam! Chciałam tylko powiedzieć – gratuluję! I dziękuję.. To od tego bloga zaczęło się u mnie :)

    I ja muszę się pochwalić – nie wymiotuję :) od połowy kwietnia. Jedna wpadka w czerwcu. Ale całkowicie zmieniłam myślenie, postawę.. To były intensywne miesiące pracy nad sobą :) Dziękuję za pomoc, za pierwszy krok ku wolności!

    Powodzenia i wszystkiego dobrego! :)

    • Wow! Praca (nad sobą) popłaca! Pięęęknie!!!! Gratuluję serdecznie i naprawdę cieszę się razem z Tobą (i jestem autentycznie wzruszona, wiedząc, że dołożyłam do Twojego osiągnięcia małą cegiełkę) :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>