Perfekcjonista-bulimik poskramia prokrastynację

Prokrastynacja to tajemnicze słowo, które pochodzi od łacińskiego procrastinatio - to znaczy: odroczenie, zwłoka. Według cioci Wikipedii pod pojęciem tym kryje się patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Kiedy piszę ten tekst, słownik uparcie podkreśla na czerwono „prokrastynację” odmienioną przez wszystkie przypadki, tak jakby naprawdę wyraz ten nie istniał w języku polskim. Tymczasem o (ang.) procrastination zdążyło powstać pierdyliard tekstów, przemówień i książek – na szczęście przetłumaczonych także na polski. Dzięki nim powstaje także i ten tekst (źródła poniżej).

procrastination

Podobno prokrastynacja dotyczy nas wszystkich. A przynajmniej większości z nas. Jak wspominałam już w jednym z poprzednim wpisów (i co interesuje mnie w szczególności), jest ona przypadłością (o ironio) większości perfekcjonistów. I właśnie dlatego, w ramach mojej walki z perfekcjonizmem, postanowiłam opanować także i to cholerstwo. I właśnie o prokrastynacji popełnianej przez perfekcjonistów jest ten tekst. Na końcu napiszę też o tym, co z prokrastynacją ma wspólnego bulimia (a ma całkiem dużo). Dzielę się z Wami tym, czego do tej pory sama nauczyłam się na ten temat. Zachęcam do czytania!

Do rzeczy (nie traćmy czasu, he he). Prokrastynator to ten, który odkłada różne rzeczy na później. I robi to nagminnie. Traci czas. A potem umiera ze stresu, że stracił go tak wiele. Ma wyznaczony deadline i za zadanie zabiera się w ostatnim możliwym momencie – przygnieciony właśnie presją czasu, stresem związanym z wizją porażki, czy strachem przed opinią innych (to wszystko o mnie). Prokrastynator to podobno także taka osoba, która nie ma żadnego deadline’u i „po prostu” marnotrawi czas (dni, tygodnie, miesiące, czy lata) – odkładając w nieskończoność jakieś zadanie albo osiągnięcie celu – podjęcie określonej pracy, otwarcie własnego przedsiębiorstwa, podróż, rozpoczęcie aktywności fizycznej, wprowadzenie jakiegoś zdrowego nawyku (np. zmiany sposobu odżywiania) itd.

Powyżej zabawny wykład wygłoszony przez Tima Urbana na jednej z konferencji TED. Doskonale przedstawia, jak działa perfekcjonizm i dlaczego psuje nam wszystkim życie. Inne źródła, z których warto skorzystać przy okazji pogłębiania wiedzy na temat prokrastynacji można znaleźć np. tu: Zacznij Żyć, eioba.pl, Lifehacker i IQ Matrix - ten ostatni tekst jest najbardziej obszernym i zarazem najbardziej kompleksowym opracowaniem tematu. To właśnie na podstawie tych stron zdobyłam najwięcej informacji potrzebnych do napisania tego postu. 

Perfekcjonista prokrastynuje przede wszystkim dlatego, że stawia sobie za zadania cele nierealne albo stawia sobie ich zbyt wiele. Pierwszym krokiem do poskromienia marnotrawstwa czasu będzie więc nauka racjonalnego stawiania sobie celów. To trudne zadanie, ale niewyćwiczenie tej umiejętności może doprowadzić perfekcjonistę do skraju wyczerpania. Kiedy wymagamy od siebie za dużo, wzrasta w nas niepokój i lęk, co uruchamia z kolei serię działań „znieczulających” te złe emocje („zanim się za to zabiorę, pooglądam serial, należy mi się”, „wejdę tylko na fb”, „trzeba posprzątać szafę”, „o, zapomnialem odpowiedzieć na dwa maile”)… i tak powstaje odwlekanie w nieskończoność trudnych (tych właściwych) zadań. Gdyby nasze cele były realne albo gdyby było ich mniej, nie przerażałaby nas ich wizja i nie uruchamiałyby one tej całej prokrastynacyjnej lawiny. 

Czasami nie można zrezygnować z wielu zadań. Oczywiście, zanim zdecydujemy się na wygłoszenie tego śmiałego twierdzenia („nie mogę z tego zrezygnować”), warto przemyśleć to trzy razy – nasze zdrowie (tak, także psychiczne) powinno być cenniejsze niż zadowolenie kogoś, popisanie się przed kimś, a już na pewno ważniejsze niż zaspokojenie naszych perfekcjonistycznych zapędów i odwalenie za kogoś „czarnej roboty” – w imię zasady „ja zrobię to lepiej”. No dobra, powiedzmy, że naprawdę nie możemy zrezygnować z części zadań. Wtedy najważniejsze, o czym trzeba pamiętać, to ustawienie priorytetów i zaplanowanie ich realizacji w imię zasady „najpierw rzeczy najtrudniejsze”. Kiedy zmierzymy się z „najgorszymi” rzeczami na początku –  chociażby w małym stopniu (realizujmy trudne cele małymi krokami) – spadnie nam z serc przysłowiowy kamień a ten dosłowny uścisk w żołądku ucieknie w siną dal. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że zabierając się najpierw za milion miłych zadań, zawsze będziemy mieć z tyłu głowy ten właściwy cel. Z czasem będzie on urastał do zadania niemożliwego do spełnienia. Dlatego ważne jest rozsądne zaplanowanie i spokojne, w miarę możliwości również rozsądnie rozłożone w czasie, wykonywanie zadań. Poza tym, nigdy nie można zapominać o uwzględnianiu odpoczynku w naszym planie działania. Odpoczynek powinien być miłą wizją i pewnikiem, który nastąpi po wykonaniu zadania  - tak, że nie będzie potrzeby stosowania jego „substytutów” przed podjęciem działania. Bez odpoczynku nie będziemy w stanie „pociągnąć” na dłuższą metę. Perfekcjoniści bardzo lubią myśleć, że „nie mają czasu na odpoczynek”. Ale to nieprawda. Jeżeli nie zorganizujemy sobie czasu na relaks, prokrastynacja będzie wręcz nieunikniona – odsuwanie w czasie będzie efektem nie tylko strasznej wizji przytłaczającego zadania, ale także efektem zwykłego przemęczenia i potrzeby wypoczynku. Tyle tylko, że taki niezaplanowany odpoczynek ma bardzo słaby efekt – nie zaplanowany „czas wolny” zamiast nas relaksować, przysparza dodatkowych złych emocji.

To, co należy uczynić zawsze !!!!!!, bez względu na to, czy wydaje nam się, że mamy dużo albo mało zadań do wykonania, to zapisywanie na kartce naszych długo- i krótkoterminowych zadań do wykonania. Niektórzy zapisują swoje to-do listy w osobnych zeszytach, innym wystarczy kartka, którą będą mieć przy sobie (chociażby wymemłaną, noszoną przez tydzień w kieszeni). Co kto lubi. Ważne jest to, że spisanie tego, co siedzi nam w głowach, odciąża nasz umysł, pozwala pozbyć się przytłaczającego poczucia, że mamy tyle na głowie, pozwala rozsądnie zacząć organizowanie bliskiej i dalekiej przyszłości. Już nie raz pisałam o tym, jak wielką moc ma spisywanie naszych myśli, ale w przypadku skłonności do marnowania czasu, spisywanie swoich to-do jest po prostu warunkiem koniecznym. W innym przypadku nie będziemy w stanie racjonalnie ocenić naszych możliwości czasowych i fizycznych, jakie są potrzebne do odhaczenia danego zadania i znowu uruchomi się proces odkładania w czasie i panikarstwa.

I tutaj pojawia się kolejna złota myśl – nie róbmy z igły widły. Nasz umysł jest w stanie uczynić z prostych czynności, jak wykonanie telefonu do Biura Obsługi Klienta, czy np. z wyjścia na pocztę dosłownie wyprawę na Mount Everest. Tymczasem, jeżeli racjonalnie ocenimy sytuację i po prostu wykonamy daną czynność, unikniemy wszystkich kamieni na sercu, w żołądku i innych nieprzyjemności.

Z powyższym punktem związane są kolejne zasady – zasada „2 minut” (dla niektórych zasada „5 minut”) i zasada po prostu to zrób. Pierwsza zasada ma na celu ułatwienie nam życia w następujący sposób: jeżeli dana czynność ma nam zająć 2 minuty (5 minut), to zróbmy ją od razu. W ten sposób najczęściej pozbędziemy się sterty zaschniętych naczyń, która będzie nas straszyć po kilku dniach niezmywania, niekończącej się listy upierdliwych, krótkich emaili i telefonów do wykonania itd. Natomiast druga zasada to chyba najważniejszy punkt wszystkich rozważań o prokrastynacji – po prostu to zrób znaczy tyle co przestań tyle myśleć, weź dupę w troki i zrób pierwszy krok, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi, a jeśli znowu będziesz odkładać w nieskończoność to zadanie, to dobrze wiesz, jak to się skończy – niepotrzebną falą złych emocji i paniką tuż przed deadlinem. Wykonanie pierwszego kroku nie jest tożsame z wykonaniem całego zadania – tutaj wracamy do punktu o racjonalnym planowaniu. W wykonaniu pierwszego kroku chodzi o to, żeby spędzić nad danym zadaniem przynajmniej około 15 minut. Wyłączyć wszystkie dystraktory, usiąść na tyłku (albo podnieść tyłek) i zacząć robić to, co trzeba. Pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy. Ale jest też najważniejszy. Bez niego nie pójdzie się dalej.

lenistwo_od_jutra_z_nim_powalcze_

W pokonaniu prokrastynacji, tak jak generalnie w życiu, ważne jest nastawienie. Zamiast zamartwiać się i demonizować, należy utrzymać spokój ducha i optymizm. Perfekcjonizm to często czarno białe myślenie i zakrzywianie rzeczywistości. Oczekujemy od siebie, że wykonanie zadania musi mieć perfekcyjny, doskonały efekt. Tymczasem, gdybyśmy z optymizmem i spokojem patrzyli w przyszłość i zamiast oczekiwania doskonałości oczekiwalibyśmy po prostu na progres, od razu byłoby nam łatwiej. Jeżeli wizualizujemy sobie doskonałość, to od razu narzucamy sobie na barki dodatkowy bagaż stresu i złych emocji. I odkładamy to „niewykonalne” zadanie na później. Tymczasem, jeżeli z uśmiechem na ustach i wiarą w siebie podejdziemy do zadania, oczekując, że włożymy od siebie tyle, na ile pozwoli nam czas, zdrowie i na ile będzie to możliwe do pogodzenia z odpoczynkiem i innymi zadaniami, a jednocześnie będziemy pogodzeni z tym, że nasza praca przyniesie efekt wymierny i najprawdopodobniej proporcjonalny do włożonego wysiłku – od razu będzie nam lżej.

Prokrastynatorom często się udaje. W końcu są perfekcjonistami. Zakuwanie w ostatniej chwili do egzaminu może zawsze uchodzić na sucho. Ale w końcu może nie pójść tak, jakbyśmy chcieli i domek z kart, który budujemy sobie zawsze na ostatnią chwilę, runie. A nawet jeśli miałoby nam się udawać takie niekończące odkładanie w czasie, to zastanówmy się, czy warto. Czy warto nie podjąć walki z tym złym nawykiem, bo tak nam wygodniej? Przecież takie podejście do życia kosztuje nas często utratę zdrowia. Tak, mowa także o zaburzeniach odżywiania. Stres, który się w nas kumuluje ze względu na niekontrolowany proces odkładania działań w czasie my – bulimicy, przerzucamy na kompulsywne objadanie i wymiotowanie (albo inne kompensowanie obżarstwa – stosowanie środków przeczyszczających albo skrajnie wykańczające ćwiczenia fizyczne). Prokrastynacja (wywołana przez perfekcjonizm) bardzo pomaga pannie B. zawładnąć naszym życiem – nie wiemy, co mamy robić, bo przytłaczają nas zadania, które sobie wyznaczyliśmy do wykonania albo przytłacza nas wizja ich perfekcyjnego wykonania, jesteśmy spięci, odkładamy w czasie wykonanie tych rzeczy, jesteśmy jeszcze bardziej spięci, więc… jemy. I wymiotujemy. I jesteśmy podwójnie zdołowani – bo nie umiemy ogarnąć życia i planów do wykonania i dlatego, że znowu się nie udało i zaliczyliśmy napad. Tak to właśnie wyglądało u mnie. Dlatego należy kompleksowo podejść do wychodzenia ze swoich zaburzeń odżywiania, szukać ich źródeł i pracować nad sobą na wielu płaszczyznach. Tylko dzięki takiemu zaangażowaniu w wyzdrowienie może nam się udać. I będzie nam się łatwiej żyło :)

Businessman in spinning wheel

Bulimia ma wiele twarzy, przychodzi do nas w różnych sytuacjach. Ale nie bez powodu jest to choroba wielu młodych perfekcjonistek i perfekcjonistów. Ci, którzy uważani są współcześni za ludzi sukcesu, ludzi wiecznie uśmiechniętych, za ludzi „z ikrą” albo, inaczej mówiąc, „z jajem” – czyli tych, którzy „robią tak wiele” i „osiągają tak niesamowite efekty”… to właśnie ci ludzie bardzo często krzyczą w ciszy o pomoc. Krzyczą wewnątrz samych siebie, przytłoczeni wizją doskonałych siebie, do której to wizji dążą, po drodze niszcząc sobie zdrowie i popadając w różnego rodzaju zaburzenia, które mają za zadanie choć na chwilę ulżyć im w ich niekończącym się wyścigu po nie-wiadomo-do-końca-co. Wierzę, że takie życie nie ma większego sensu, że życie może być piękne i że warto walczyć na wszystkich frontach o to, by nie być takim właśnie krzyczącym w ciszy człowiekiem. Dla pocieszenia powiem, że niedawno należałam do tej grupy, ale pomalutku wychodzę i z tego.

24. kwietnia 2016 r.

Walczę i wygram

(źródła obrazków: https://gradeslam.org/; pinger.pl; http://photodune.net/)

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>