Walka trwa. Jest OK. Po cholere mi instagram?

Sorry, bedzie bez polskich znakow. Doslownie dwie godziny temu przeczytalam maila od jednej z Was – ze jestem motywacja i inspiracja. I ze Autorka ma nadzieje, ze poslalam bulimie do diabla. Wzruszylam, sie, ale chyba przede wszystkim dlatego, ze chwile przed tym, jak przeczytalam maila – objadlam sie jak swinka. To kolejny dzien slabosci w ostatnim czasie (chociaz przez chwile wydawalo mi sie, ze ostatnio w mojej relacji z jedzeniem jest lepiej niz kiedykolwiek). A potem obejrzalam smutny film ze szczesliwym zakonczeniem – i z przeslaniem, ze zycie jest za krotkie, zeby je marnowac. I ze trzeba zyc pelna piersia.

Tym postem chcialam (znowu) zakomunikowac (sobie?), ze czasami jest zajebiscie, potem przez chwile fatalnie, a potem znowu jest bajecznie – i w walce z bulimia, i w zwiazkach, i w pracy nad perfekcjonizmem, i z nauka, i z praca. Ale takie jest zycie. I nie ma co marnowac go na zamartwianie sie i dolowanie. Kilka miesiecy temu poszlabym zwymiotowac, ale tego nie zrobie. Dlaczego? Bo za bardzo szanuje to, co mam.

Moze i juz nie wmawiam sobie od dawna, ze jestem spasiona swinka, ale za to reaguje jedzeniem na stres. I na odstawione papierochy, do ktorych tez na chwile wrocilam jakies kilka tygodni temu (sorry, zapomnialam wspomniec, ze sie zlamalam). Taki wyuczony schemat na wylaczenie uczuc i emocji.

Przepraszam K., ze nie napisze ani w odpowiedzi na maila, ani tutaj, ze bulimie poslalam do diabla. Przepraszam, ze jestem jedna z tych, ktora potwierdza, ze ta gowniana panna B. nadal siedzi mi na ramieniu. Ze w tym momencie nie wiem, czy tego da sie pozbyc na dobre. Pisalam ostatnio – czuje, ze ta cholera (B.) bedzie ze mna na dlugo. Pisalam tez, ze sposobem na poradzenie sobie z nia jest katapultowanie jej na inna orbite. I chyba niestety wlasnie tak jest – ta choroba gdziestam zawsze bedzie sie czaic i dlatego trzeba umiec ja jakos ogarnac. Czy to, co pisze, jest demotywujace? Mam nadzieje, ze nie. Ogladalyscie „Piekny umysl”? Panne B. trzeba traktowac tak, jak John Nash swoich urojonych przyjaciol – z szacunkiem i pokora, ale stawiajac swoje zycie ponad slabosciami i koncentrujac sie na tym, co najistotniejsze. On wygral Nobla, chociaz przez cale zycie chodzili za nim ludzie – dzieci schizofrenii. Ja nie mierze w strone Nobla, ale wydaje mi sie, ze tym samym sposobem, co John Nash, jestem w stanie osiagnac upragniona, mityczna harmonie. Kiedys.

Nie wiem, czy to dobrze, ze pisze, to, co pisze. Ale ten blog od poczatku mial byc przede wszystkim miejscem, gdzie powtarzam zlote mysli z terapii (a przeciez teraz terapia dzieje sie w mojej glowie) . Wybaczcie mi wiec, ale ten blog to tez miejsce na brudy – to takze oczyszczalnia moich myslowych sciekow. Nie zrozumcie mnie zle… Ja nie mowie, ze nie jest w ogole mozliwe pokonanie panny B. Jeszcze nie wiem, jak jest naprawde… I wiecie, to niesamowite, ze moge byc czyjas motywacja. Dziekuje za kazde takie slowa. Jednoczenie informuje, ze wysluchujac ich, zgodnie z moja perfekcjonistyczna natura, przyjelam razem z cudowna dawka wspanialych komplementow… pewien rodzaj odpowiedzialnosci. Nalozylam na swoje barki dodatkowy, perfekcjonistyczny nadbagaz w postaci poczucia, ze teraz to ja nie moge zawiesc. Dlatego sorry, ale jeszcze nie wygralam i ja tez ciagle walcze. I nie wstydze sie tego.

W tym miejscu czas na mala odskocznie. Niedawno przypomnialo mi sie wydarzenie sprzed okolo 2 lat – na jednym z pierwszych treningow personalnych na silowni wyznalam mojemu trenerowi perosnalnemu, ze zajadam stres i zle emocje. Ze to jest dziwne i zle mi z tym. On wtedy odparl, zebym do niego dzwonila, jak mi sie znowu zechce tak najesc. Szkoda, ze nie posluchalam wtedy tego chlopaka –  moze by mnie teraz tu nie bylo… ale nie o tym. Chcialam tylko powiedziec, ze obzeralam sie w ramach stresu odkad pamietam. Co najmniej kilka(nascie??) lat. A skoro tak, to jak niby mam z tego (to = kompulsywne obzeranianie) wyjsc po kilkunastu miesiacach? Dodajmy „to”, od czasow wspomnianej rozmowy stalo sie „tym” w wersji XXL. Hmm… to bylo pytanie retoryczne. Oczywiscie, ze potrzebuje wiecej czasu niz kilkanascie miesiecy. Dlatego walcze NADAL. I sie nie poddaje.

shutterstock_130822325

I jeszcze jedna rzecz. Otoz, zalozylam instagrama! Ale to byl chyba zly pomysl. Zaczelam czytac historie innych walczacych, a na dodatek (o zgrozo) przegladac obrazki „sprzed” i „po”. Nie rozumiem, dlaczego dziewczyny, ktore chca leczyc sie z bulimii, mierza wyniki swojej walki kilogramami i iloscia zrzuconego tluszczyku. Przeciez to wlasnie takiego sposobu na mierzenie szczescia i sukcesow trzeba sie pozbyc. W kazdym razie, chyba znowu za bardzo wkrecilam sie w skakanie wokol osi mojej bulimicznej strony, ktora dopiero co chcialam skitrac przed sama soba!!! Zastanawiam sie, czy skasowac to konto. Jestem slaba w zatapianiu sie w mediach spolecznosciowych. Trace przez nie czas. I to nie czyni mnie szczesliwa, spelniona, ani blizsza mojego celu. Dopiero co przeciez odfollowalam wszystkie podobne strony, a teraz… sama podobna zalozylam. O IRONIO! Zdecydowanie nie potrzebuje instagrama, zeby prowadzic bloga. Chyba uznam jego utworzenie za kolejny (zakonczony) eksperyment.

Ten instagramowy wyskok to takze szkoleniowy przyklad na to, jak perfekcjonista znajduje wymowki do prokrastynowania. Wmowilam sobie, ze zakladajac konto na ig, robie cos pozytecznego – wstawiam tam motywujace foty i zdjecia ladnego jedzenia. Ze komus pomagam. Poza tym, wreszcie moglam wrzucac tam duzo fotek jedzenia, ktorych nigdy nie opublicznialam, chociaz kocham przyrzadzac ladne posilki i sie nimi chwalic… W kazdym razie, drodzy panstwo, moja ostatnia aktywnosc na instagramie jest przykladem dzialania, ktore kreuje prokrastynator – dzialania, ktore wypelnia przestrzen czasowa, jaka powstaje dzieki odkladaniu w nieskonczonosc istotnego zadania. Co znamienne, nie jest to byle jaka, banalna czynnosc – ma przeslanie i teoretycznie jest nawet pozyteczna! Ale rownie dobrze moglo by jej w ogole nie byc. I zamiast niej mozna by zblizyc sie do zamierzonego celu.

12749979_243103866025217_573527376_n

#carpediem! szkoda czasu na #ed ✋ bo zycie jest piekne!!! Jest tyle rzeczy do zrobienia, zobaczenia. Tylu ludzi do spotkania i porozmawiania. Tyle mozliwosci, inspiracji. Tyle bledow do popelnienia... Ale jezeli zamiast zyc, bedziemy egzystowac wygodnie z nasza bulimia u boku - jako najlepsza ucieczka od tego, co niewygodne... Nie przekonamy sie nigdy. Trzeba  zebrac sily, przestawic priorytety i zmienic perspektywe postrzegania wszytskiego dookola nas ☀ trzeba dostrzec piekno tego swiata i daru zycia - nawet w drobnostkach codziennosci. Nie wolno sie bac bledow, bo po kilku upadkach i podniesieniu sie z nich i tak jestesmy silniejsi niz kiedy bezczynnie tkwimy w naszej strefie komfortu! Czas, kiedy podjelam decyzje o terapii i o tym, ze zaczynam moja walke, to byla jedna z napiekniejszych i najwazniejszych chwil mojego zycia #dodziela #damyrade #zaburzeniaodzywiania #bulimia #szymborska #wiersz #poezja #polskadziewczyna #przemyslenia #piekno #kochamzycie #motywacja #inspiracja #walczeiwygram #nieperfekcyjna #tuiteraz

Take your time. Get to know yourself ✌Thats the only way to get out of this crap - #edreceovery needs patience and taking look deeply inside your mind and soul. Your needs and your fears. Face them and leave what stopps you and what pushes you to #ed. And go for all what makes you #happy #healthy #stronger #inspired and finally - #recovered  //POLISH// Mój sprawdzony trik na dziś: Nie śpiesz się. W walce z #bulimia znajdź czas na poznanie swoich potrzeb, lęków i słabości. Poznanie siebie. Porzuć wszystko, co sprawia, że chcesz znaleźć pocieszenie w jedzeniu i trzymaj się mocno tego, co daje Ci #szczęście #inspiracje #motywacje #moc  - i wreszcie #zwycięstwo z #zaburzeniaodzywiania. A późnie, po prostu, pokochaj siebie, zdrowie i życie. #recovery #quotes #walczeiwygram #bulimiafighter #wecandoit #staystrong #behappy #bepositive

12751094_1209166082445727_1102721987_n2

12724724_1151152598230614_609708762_n

Takze, moi drodzy, chcialam tylko powiedziec, ze jestem czlowiekiem. I nic, co ludzkie, nie jest mi obce. I ze walcze. Przynajmniej orientuje sie w miare szybko, ze robie cos nie tak i rezygnuje z tego na rzecz rozwoju. Jeszcze wygramy, zobaczycie ;)

05 marca 2016 r.

Walcze i wygram

(zrodla obrazkow: moj instagram)

Print Friendly

2 comments

  1. „(…) Pewnie jeszcze nie raz dam plamę i będę mieć głupi napad, ale dałam sobie pomóc i walczę – pomalutku wracam do normalności. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy też walcza (…)” – pamietasz czyje to slowa? :) w ramach przypomnienia! :)) znowu Cie nachodze- masz przesrane xd

    Greets,
    K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>