Perfekcjonizm – czy jest zły i po co z nim walczyć.

Pisałam już kilka razy, że jestem „zdiagnozowaną perfekcjonistką”. Czy to źle? Dla mnie tak. Zwłaszcza, że perfekcjonizm ma wpływ na moje zaburzenia odżywiania i postrzeganie siebie w ogóle. Ale nie każdy perfekcjonizm jest zły. Jak pisze na swoim blogu Laboratorium Zmieniacza Jadwiga Korzeniewska, perfekcjonistów można podzielić na dwie grupy – zdrowych i niezdrowych (tak podobno uważał niejaki prof. Alfred Adler). Perfekcjonizm staje się zły wtedy, kiedy „perfekcjonista zaczyna jechać po bandzie”. O co chodzi?

Zdrowy perfekcjonista to osoba, która:

  • jest ambitna
  • sumienna
  • elastyczna w działaniu i w myśleniu
  • nowe wyzwania podejmuje z zapałem, ekscytacją
  • umie cieszyć się małymi sukcesami i je dostrzega (nie umniejsza ich poprzez odwieczne „ale” i „mogło być lepiej”)
  • przyjemne jest dla niej już samo przejście do działania
  • stawia sobie realne cele – na miarę swoich sił, dające się obiektywnie zrealizować w danym przedziale czasowym
  • ma wysoką samoocenę i wysokie standardy
  • jest dobrze zorganizowana
  • wie i godzi się na to, że efekt jego działań może nie pokrywać się z jej standardami
  • wie, że rezultat jej działań nie zależy wyłącznie od jej woli i nakładu pracy – na sukces albo jego brak składają się też inne czynniki, także te niezależne od niej
  • porażkę traktuje jako naukę na przyszłość

787b8b8f153697ee40d0cbf5fe292ad2

Niezdrowy perfekcjonista to natomiast osoba, która:

  • jest zmotywowana wewnętrznie, odczuwa nieustanną potrzebę działania
  • (za) wysokie standardy, jakie sobie wyznaczyła, oddziałują niemal na każdą sferę jej życia
  • jest sztywna w działaniu i myśleniu, często zamyka swoje czyny i myśli w kategorii zero-jedynkowej („czarno-białej”) – coś jest dobre albo złe, białe albo czarne – brak miejsca na odcienie szarości i wyniki pośrednie, dlatego też często poddaje się po pierwszej porażce (nie widzi innej drogi z punktu A do punktu B, niż ta obrana za pierwszym razem)
  • bierze na swoje barki za wiele – stawia sobie cele ponad swoje możliwości i/lub łapie się zbyt wielu zadań za jednym razem
  • nie daje sobie czasu na odpoczynek
  • nieustannie podnosi sobie poprzeczkę
  • czuje się nieustannie wybrakowana, niewystarczająco dobra, mówi sobie: „jestem do niczego”, wydaje jej się, że ciągle za mało wie i za mało umie
  • odczuwa presję, lęk i przytłoczenie kiedy przychodzi jej zmierzyć się z nowym wyzwaniem (lęk przed porażką, oceną innych ludzi, „utratą twarzy” w razie nieosiągnięcia zamierzonego rezultatu)
  • ma niską samoocenę
  • nawet mało istotne zadania zajmują jej mnóstwo czasu – np. krótkiego maila potrafi pisać przez pół godziny, bo po jego napisaniu jeszcze kilkukrotnie sprawdza, czy nie ma w nim błędów
  • nie znosi pracy zespołowej – wie, że zrobiłaby wszystko lepiej, gdyby pracowała sama – często bierze na barki pracę innych osób, aby tylko osiągnąć (w jej mniemaniu) jedyny dobry, czyt. perfekcyjny, efekt
  • nie ma satysfakcji z działań, które podejmuje – uważa, że zawsze „coś jest nie tak”
  • umniejsza swoje sukcesy – każdy z nich mógłby być lepszy niż osiągnięty rezultat
  • porażkę odbiera zbyt personalnie - nie dostrzega, że za niepowodzeniem mogą stać czynniki także niezależne od niej
  • „Ten typ perfekcjonizmu może prowadzić do zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, lękowych i depresji. Może być także przyczyną zaburzeń na tle seksualnym jak i związanych z odżywianiem.” (klik: źródło informacji)
  • w przypadku odmiany niezdrowego perfekcjonisty, nazywanego „gniewnym dawcą”, wykonuje zadania za innych, chociaż nikt jej o to nie prosi, a następnie ma żal do otoczenia, że nikt nie docenia jej wysiłków
  • ma tendencje do prokrastynacji – odsuwa w czasie zadania, wykonując masę innych (często niepotrzebnych) zadań, byle nie zabrać się do działania, które (podświadomie) przeraża ją swoim ogromem

d36e079f3e4b19af9a7596a2f0c4b49e

Zdrowy perfekcjonista jest wobec tego osobą ambitną, zmotywowaną do polepszania siebie, ale jednocześnie zna granice swoich możliwości i daje sobie pozwolenie na błędy, uczy się na nich. Niezdrowy perfekcjonista „jedzie po bandzie” - stawia wobec siebie, a także wobec innych osób, absurdalne, surrealistyczne wymagania i wyznacza coraz to wyższe standardy, których po ludzku nie da się osiągnąć. Odczuwa niestanne przytłoczenie, „brak dobrostanu”, poczucie winy. Skutkiem tego może być m.in. wpadnięcie w sidła zaburzeń odżywiania (tak, to o mnie).

Perfekcjonizm przejawia się zasadniczo w trzech kierunkach. Może być nastawiony do wewnątrz – perfekcjonista ma ogromne standardy wobec samego siebie i nieustannie próbuje je spełnić, przy czym coraz wyżej podnosi sobie poprzeczkę; nastawiony na zewnątrz – to otoczenie powinno spełniać wysokie standardy perfekcjonisty; nastawiony do wewnątrz, ale uzasadniony (najczęściej wyimaginowanymi) standardami ze strony otoczenia  - „mam być idealna, ale nie ze względu na moje wysokie standardy, ale ze względu na to, że tego się ode mnie wymaga i tylko po osiągnięciu tych standardów mogę zapewnić sobie szczęście/miłość/zrozumienie/zasłużyć na uznanie”. Najczęściej perfekcjonizm nie występuje w jednej formie, ale jest ich kombinacją.

Za źródła perfekcjonizmu według najnowszych badań uznaje się nie tyle podłoże genetyczne, co wpływ środowiska na perfekcjonistę w okresie socjalizacji. W tym czasie kształtuje nas bowiem otoczenie – rodzina, nauczyciele, ale też np. media. Chłoniemy informacje o tym, co robić, a czego nie, za co jesteśmy chwaleni, a za co ganieni, obserwujemy, czego się od nas oczekuje. Zachodzi „proces uwewnętrznienia” – poprzez to, co słyszymy (od osób, na których nam zależy albo do których odczuwamy szacunek), zaczynamy budować wewnętrzne przekonania. I to właśnie te przekonania pomagają rozbudowywać wewnętrzne standardy i oczekiwania wobec siebie i otoczenia – stają się one „prawdami oczywistymi”, które przyjmujemy za pewnik także w dorosłym życiu i, często nie potrafiąc wytłumaczyć ich źródła i znaczenia, postępujemy według nich. Nie jest na przykład konieczne, aby w dzieciństwie wymagano od nas zawsze dobrych ocen i perfekcyjnego zachowania. Wystarczy, że postępowaliśmy tak przez dłuższy czas, a inni to chwalili. W ten sposób automatycznie budowaliśmy takie właśnie, perfekcyjne, wewnętrzne przekonania-pewniki (tak, to znowu o mnie).

To, czy perfekcjonizm jest zły i czy oddziałuje negatywnie na nasze życie, jest kwestią indywidualną. Żeby odkryć, czy jesteśmy niezdrowymi perfekcjonistami, trzeba zapytać samego siebie – czy cechy (wymienione przeze mnie powyżej) mi przeszkadzają? Czy bycie perfekcjonistą zajmuje mi za dużo czasu? Czy ma negatywny wpływ na moje kontakty z ludźmi? Itd.

Podczas mojej terapii u psychologa poczułam wielką ulgę, gdy psycholog „zdiagnozował” u mnie perfekcjonizm. Ten niezdrowy. Nagle znalazło się uzasadnienie dla:

  • nieustannego, niezrozumiałego dotychczas poczucia winy, dziwnego niepokoju i rozdrażnienia
  • niezadowolenia z efektu większości zadań -  nawet z imprez ze znajomymi, bo przecież „miało być inaczej” – faceci na parkiecie mieli umieć tańczyć, a zamiast szlajać się po barach, mieliśmy iść w zupełnie inne miejsce (często powrót do domu z wyjścia, które nie było „wystarczająco perfekcyjne”, kończył się napadem objadania)
  • wewnętrznej presji wykonywania prac domowych, chociaż nikt nigdy mi nie powiedział, że mam je wykonać (a na pewno nie sama, za każdym razem) i dla wiecznego niezadowolenia i żalu, że nikt nie chwali mnie za moje altruistyczne porządkowanie mieszkania
  • autentycznych ataków paniki, gdy spóźniałam się o kilka minut do pracy
  • ciągłego zmęczenia (wywołanego nieustannym podnoszeniem sobie poprzeczki i brakiem należytego odpoczynku, a jednocześnie niezrozumieniem i niedostrzeganiem tego „błędnego koła”)
  • prokrastynacji
  • poczucia winy i przeżywania za każdym razem osobistej tragedii, gdy coś mi nie wyszło
  • itd.

Co się zmieniło od czasu, gdy odkryłam powyższe?

  • nie sprzątam już zawsze po wszystkich – proszę o pomoc przy rozładowaniu zmywarki albo, ze ściśniętym żołądkiem, pozwalam brudnym naczyniom odleżeć swoje w zlewie i zabrać się za porządki później, kiedy przyjdzie na to czas (wspólne porządki)
  • wiem, że na źle zdany egzamin wpłynęło nie tylko to, że to ja zawiodłam, ale też humor profesora, czy wylosowanie trudnego zestawu pytań
  • stawiam sobie realne cele
  • godzę się na błędy i szukam nauki w każdej porażce
  • staram się unikać słowa „porażka”, chociaż w tym tekście padło ono mnóstwo razy
  • cieszę się małymi sukcesami, wyrzucam przez okno wszystkie „ale” i doceniam własne wysiłki i rezultat końcowy moich działań
  • nie oczekuję, że moje wyjścia na imprezy będą imprezami roku – cieszę się ze spotkania ze znajomymi i celebruję każdą chwilę (o dziwo, nagle nawet szlajanie się po barach zaczęło być „imprezą roku” – i tak za każdym razem)
  • staram się w ogóle pozbyć wygórowanych oczekiwań wobec innych – wiem, że ludzie nie są idealni, tak jak i ja nie jestem idealna i każdy ma prawo do swoich dziwactw – nie staram się zmieniać ludzi
  • nie wpadam w panikę, gdy spóźniam się do pracy o dwie minuty – oddycham spokojnie i wiem, że świat się od tego nie zawali
  • oduczam się prokrastynacji
  • staram się zachować spokój umysłu, rzeczowość i podchodzę do wielu rzeczy rozsądnie, z planem działania
  • próbuję ze wszystkich sił oduczyć się potrzeby bycia najlepszą – nie chcę być już miss świata i bardziej kocham siebie, razem ze swoimi wadami (co, jak wiecie, jest niezwykle ważne w walce z bulimią)
  • itd.

06619e75e3b384abf96e8313c39c9e9e

Warto walczyć z perfekcjonizmem – dać sobie przyzwolenie na popełnianie błędów, zacząć cieszyć się małymi szczęściami, przestać wyolbrzymiać wagę postawionego sobie celu i stawiać takie cele, które są możliwe do osiągnięcia. Warto przestać być chorobliwie perfekcyjnym, bo to wykańcza i zabiera mnóstwo czasu. Perfekcjonizm – zamknięte koło stawiania sobie za wysokich wymagań, a potem odwlekanie ich wykonania, to zło podobne do tego, które sobie fundujemy, wpadając w błędne koło bulimii. Nie warto w tym tkwić i warto podjąć z tym walkę. Walkę o wewnętrzny spokój i szczęście.

Jeżeli chodzi o walkę z prokrastynacją, to jest to temat na odrębny wpis. Z marnowaniem czasu i odwlekaniem zadań na ostatnią chwilę mam w dalszym ciągu duży problem – podjęłam jednak bitwę (ostateczną?). Pogłębiam wiedzę na ten temat i uczę się nowych metod walki z tym złym nawykiem. Gdy opanuję chociaż część technik i sprawdzę je na sobie, postaram się napisać o tym odrębną notkę.

Jestem ciekawa, ile z osób, które tu wpadają, ma problem z (niezdrowym) perfekcjonizmem. Jeśli macie ochotę o tym pogadać, zostawcie komentarz albo napiszcie maila. Mój adres mailowy, jak i adres mojego kanału na YouTube, na którym zapisuję filmiki pomocne także w walce z perfekcjonizmem, znajdziecie w zakładce Kontakt. Mam nadzieję, że komuś pomogłam tym wpisem. W końcu podobno większość z nas (bulimików) to perfekcjoniści. Siedzimy w tym razem ;) Ale i z tym da się wygrać. Damy radę!

d88afa8bd31af8ea75a83e9da924c270

Walczę i wygram

22. lutego 2016 r.

(źródła obrazków: www.Pinterest.com; informacje na temat perfekcjonizmu i prokrastynacji znajdziecie na blogu Jadwigi Korzeniewskiej: 
http://www.laboratorium-zmieniacza.pl/
)

Print Friendly

2 comments

    • A ja pięknie dziękuję za odwiedziny! Artykuł nie powstałby nigdy bez Pani wykładu (w „Babińcu” na YouTube) i bez Pani bloga. Zainspirowała mnie Pani ogromnie i wiele się od Pani nauczyłam. Obiecałam już sobie, że po powrocie do kraju udam się na Pani warsztaty :) Mam nadzieję, że będzie to możliwe w niedalekiej przyszłości. Do zobaczenia – w sieci albo na żywo :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>