Litania dziękczynna kontra zakamuflowane kompleksy

Witajcie! Oto pierwszy post pisany na małej wielkiej emigracji :)

Powoli aklimatyzuję się w nowym mieście, w nowym środowisku, wśród nowych, wspaniałych znajomych. Tuż obok mojego akademika jest najpiękniejszy park, jaki w życiu widziałam. Wczoraj wybrałam się tam po raz pierwszy i z ręką na sercu przyznam, że nigdy w życiu nie miałam takiej frajdy z przebiegnięcia (na zmianę z marszem) 6 km. Potrzebowałam motywacji do biegania i właśnie ją znalazłam  – cisza, spokój i piękno parku, znajdującego się tuż obok mnie (zdjęcie na górze wpisu zostało wykonane w tym właśnie parku). Jakkolwiek przeprowadzka i strach przed nieznanym miały wielkie oczy, to czuję, że jestem we właściwym miejscu. W moim miejscu na ziemi. Kocham nowe miasto i okolicę. Powoli wchodzę w rytm dnia codziennego, gotuję sobie sama. Gotuję zdrowo. Jeszcze trochę pozostało do rozpoczęcia zajęć na nowej uczelni, ale do tego czasu wypracuję sobie grafik uwzględniający także jogging. No bo… kto nie chciałby biegać w tak pięknej okolicy??

A bulimia? Teoretycznie nie zmieściła się do walizek… Wszyscy chyba jednak wiemy, że tak naprawdę bulimia zawsze jest z nami. Dlatego trzeba się pilnować i nigdy nie odpuszczać, nie folgować sobie za bardzo. Wierzę, że bardzo pomoże mi bieganie w nowo odkrytym najpiękniejszym parku świata. Dużo pisałam już o tym, że powoli akceptuję siebie i swoje ciało. Jednak na komentarz Aś pod ostatnim postem odpowiedziałam w sposób trochę zaprzeczający mojej samoakceptacji. Pokazałam Wam zdjęcie mojej figury, przyjęłam komplement (fakt?) od Aś, ale dodałam, że będę się czuć naprawdę dobrze, gdy wreszcie zacznę jeść zdrowo i biegać. Potem pomyślałam o tym, co tak naprawdę chciałam Wam przez to powiedzieć.  I wiecie co? Wcale nie miałam na myśli wyłącznie dobrego samopoczucia, jakie towarzyszy uprawianiu sportu i zdrowej diecie. Pisząc to, z tyłu głowy miałam „będę wtedy szczuplejsza, dlatego będę bardziej zadowolona z siebie”. Cóż, przynajmniej jestem tego świadoma. Wiem też, że to nic złego, że chcę być szczupła (szczuplejsza, bo, jak twierdzą niektórzy, już teraz nie jestem nawet „przy kości” ;) ). Wiem to. Zgubienie kilku kg to nie jest też już mój priorytet, więc nie jest ze mną źle. Obawiam się tylko, że moja głowa zaprogramowała sobie myślenie o byciu szczupłym (chudym?) i szczęśliwym zarazem. Dlatego właśnie nigdy nie należy odpuszczać – ani diety, ani ruchu, ani pozytywnego, pełnego szacunku do siebie sposobu myślenia.

Dopóki chcę osiągnąć lepszy wygląd zdrowymi metodami, jest ok. I taki jest właśnie plan. Piszę jednak o moich wątpliwościach, bo ostatnim komentarzem chyba sama sobie zaprzeczyłam. Znowu, na chwilę, utożsamiłam szczęście i samozadowolenie z byciem szczupłą (chudą). Ja JESTEM szczęśliwa. I JESTEM szczupła. Waga może mówić sobie co chce, ale zwłaszcza tutaj, na mojej małej wielkiej emigracji, doświadczam tylu komplementów, że nie powinnam mówić o sobie inaczej. JESTEM SZCZUPŁA I SZCZĘŚLIWA. Szczęśliwa nie tylko, dlatego, że przestałam zwracać tak bardzo uwagę na swoją wagę. JESTEM SZCZĘŚLIWA, BO JESTEM ZDROWA I DOŚWIADCZAM MNÓSTWA CUDOWNYCH RZECZY NA CO DZIEŃ. I tak ma pozostać.

Podsumowanie tego chaotycznego wywodu? Wciąż mam kompleksy z tyłu głowy i czasami to one nie pozwalają mi czerpać jak najwięcej z życia (ale, tak naprawdę, ma je większość ludzi na świecie, tych nie mających nic wspólnego z zaburzeniem odżywiania też je ma). Sposób, aby je wygonić na długo? To proste: kontynuować zdrowe jedzenie i bieganie w najpiękniejszym parku świata, nie mieć czasu na zamartwianie się, uśmiechać się dużo i uwierzyć, że wygrałam na loterii. Bo wygrałam – walkę z bulimią, nowe życie w nowym mieście i w nowym kraju, wygrałam nowych znajomych i nowe doświadczenia. Taką litanię dziękczynną powinnam sobie powtarzać, żeby móc za każdym razem, każdego dnia i na nowo uzmysławiać sobie, jak wielkie szczęście spotyka mnie na co dzień i jak żenująco marne jest myślenie wyłącznie przez pryzmat swojej cielesności.

Myślenie o sobie jako o swoim ciele to choroba naszych czasów. Nowotwór społeczny, którego powikłaniem jest bulimia. Aby wyzdrowieć, musimy wygrać nie tylko z własnymi słabościami, ale też z całym, nakręconym sposobem myślenia o człowieku jako o jego ciele, sukcesach, blichtrze. To właśnie ten sposób myślenia, który od kilku lat rządzi masami. Wygrana z bulimią to dla mnie nie tylko pokonanie choroby. To uzbrojenie się w pewność siebie, samoświadomość i rozsądek. Dzięki wygranej mam świadomość, jak głupie było ślepe dążenie do upragnionej wagi. Czuję, że mam przewagę nad tymi, którzy tego (jeszcze) nie wiedzą. Każdy, kto wygrał, ją ma. Dzięki wygranej możemy cieszyć się z innych, o wiele cenniejszych rzeczy na tym Świecie. A jest ich tak wiele!

Na koniec wklejam filmik Wliczo głodnej. Ania robi wspaniałą robotę. Chce uświadomić rzesze Polaków, że bulimia to bynajmniej nie to samo, co anoreksja. Że na zaburzenia odżywiania choruje prawie MILION osób w Polsce. Że nie musimy być z tym sami i że nie należy wstydzić się swojej choroby. Należy prosić o pomoc i nie bać się złapać wyciągniętej ku nam ręki. Dzięki, Aniu, że jesteś.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę mnóstwo siły i wytrwałości na co dzień. To jest trudna droga, trzeba być uważnym tak naprawdę zawsze i wszędzie, żeby nie pozwolić sobie na złe myślenie o sobie i na złe traktowanie swojego ciała śmieciowym jedzeniem. Trzeba dokonywać ciągle mądrych, czasami bardzo trudnych, wyborów. Ale to też droga, która daje mnóstwo mądrości życiowej. Jestem bardzo młoda, ale wiem, że (głównie dzięki chorobie, a raczej drodze wychodzenia z niej) dojrzałam do pewnych przemyśleń wyjątkowo szybko. Wam też tego życzę. Buziaki!

21 września 2015 r,

Walczę i wygram

(źródło obrazka: zdjęcie własne, wykonane w nowo odkrytym, najpiękniejszym parku świata :) )

P.S. W zakładce „przepisy na zamienniki” są dwie kolejne pozycje ;) Bon appettit!

Print Friendly

2 comments

  1. Wiesz, ja też wpadam w pułapkę myślenia, że niby dla zdrowia itd, a z tyłu głowy odzywa się we mnie, że będę szczuplejsza. Nie umiem sobie na razie ztym poradzić. Co do filmiku to ta dziewczyna jest szalenie odważna i szczerze ją podziwiam. Obawiam się tylko, że ludzie i tak będą utożsamiać zaburzenia odżywiania z niedowagą, ta dziewczyna ma filigranową sylwetkę. Mnie nikt by raczej nie uwierzył, że mam zaburzenia odżywiania. Przynajmniej nie z dzisiejszym wyglądem.

    • Krok po kroku damy radę! Po tym, jak zmieniłyśmy myślenie o „oczyszczaniu” i po tym, jak powoli weszłyśmy na „normalne tory”, przyjdzie i czas na wyzbycie się tych ostatnich głupich myśli. Uda nam się! :)

      A Ania swoją akcją i pokazaniem ciała tylko zwraca uwagę na szereg problemów, jakie napotykają w Polsce wszyscy bulimicy („wilczo głodni”). Na swojej stronie, książce i na YT zdradza mnóstwo dobrych rad dla nas chorych i tych, którzy niby pokonali chorobę, ale wisi nad nimi groźba nawrotu. Tłumaczy też, o co tak naprawdę chodzi z bulimią. Cały ten happening, a także działania Ani na rzecz ustanowienia konkretnego dnia w roku dniem poświęconym zaburzeniom odżywiania, mają właśnie obalać stereotypy. Wierzę, że niedługo zrobi się o Ani głośno. A jeśli zrobi się głośno także o jej akcji, to my (bulimicy) doczekamy się lepszych czasów i tego, że bulimia przestanie być utożsamiana z anoreksją i byciem niezdrowo chudym. Trzymam za nią mocno kciuki, robi świetną robotę <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>